Nakarmili Jej dziecko sztuczną mieszanką tuż po porodzie, dziś wydaje serwis online dla mam alergików, by nie wpadli w tę pułapkę. Rozmowa z Żanetą Geltz cz.1

Żaneta Geltz - dziennikarka specjalizująca się w badaniu związku pomiędzy występowaniem zjawiska alergii i ekologią w codziennym życiu. Sama jest mamą byłego alergika. Obecnie pomaga innym kobietom, mamom poprzez uświadamianie ich oraz edukację o ekologii, zrównoważonym rozwoju, roli szczęścia w życiu człowieka, dobrostanie zwierząt i wpływie organicznego stylu życia na zdrowie obecnych i przyszłych pokoleń.

Kurs Szkoły Rodzenia z Anną Nowak-Dudą
Dołącz do 1167 zadowolonych Mam. Pokonaj strach i niewiedzę. Poczuj się pewna i przygotowana. Gwarancja satysfakcji!

Aleksandra Karaś: Dzień Dobry    Dziękuję, że zgodziła się Pani na rozmowę ze mną. Na początek proszę, by powiedziała Pani kilka zdań o sobie oraz o tym czym się Pani zajmuje.

Żaneta Geltz: Jestem redaktorką naczelną magazynu „Hipoalergiczni". Z wykształcenia jestem filologiem języka angielskiego. Jestem też certyfikowanym negocjatorem kontraktów. Zajmowałam się tym agencyjnie przez kilkanaście lat i dzięki temu, że miałam do czynienia ze wszystkimi sieciami handlowymi i z największymi producentami produktów koncernowych na świecie, wiem dokładnie jak wygląda procedura sprzedaży i promocji produktów tak, abyśmy kupowali nie te produkty, które służą naszemu zdrowiu, tylko wręcz przeciwnie - te, które nam szkodzą, ale są tanie, są ładne i są szybkie do przygotowania. Po kilkunastu latach postanowiłam założyć pismo, które będzie uświadamiało mamy, jak to zrobić, żeby nie narazić siebie i swojego dziecka na niepotrzebne choroby. Sama jestem mamą byłego alergika. 

 

Aleksandra Karaś: Czy może Pani powiedzieć coś więcej na ten temat?

Żaneta Geltz: Urodziłam dziecko zdrowe, 10pkt w skali Apgar. Mój syn został nakarmiony - podczas mojego snu po porodzie - mlekiem modyfikowanym na oddziale, bez mojej zgody ani bez informowania mnie o tym. Po tym zdarzeniu zaczęła się cała plejada problemów zdrowotnych zupełnie niepotrzebnych. Jak się później okazało, gdyby dziecko nie było nakarmione mlekiem modyfikowanym tuż po porodzie, tylko moim mlekiem z piersi, najpewniej nie byłby alergikiem. Ja nie miałam żadnych problemów z karmieniem piersią, więc też nie było żadnego powodu, żeby moje dziecko otrzymało mleko modyfikowane. Potem przez pięć lat próbowaliśmy wraz z mężem i lekarzami dojść do ładu, ponieważ syn miał 26 różnych alergenów pokarmowych.

​Przez pięć lat próbowaliśmy go ustabilizować, by nie miał Candidy albicans, itd. Doszłam do wniosku, że jedynym sposobem, w który mogę pomóc innym kobietom, to właśnie uświadamiać poprzez portal hipoalergiczni.pl i poprzez nasz magazyn. Jestem więc mamą byłego alergika, która chciałaby, aby inne mamy w te sidła nie wpadły. 

 

Aleksandra Karaś: Skąd pewność, że alergię u Pani dziecka wywołała ta jedna butelka mleka modyfikowanego po porodzie?

Żaneta Geltz: Jest to najlepsze pytanie od jakiego mogłyśmy zacząć, ponieważ na pewno wiele matek zastanawia się nad tym czy mleko modyfikowane w końcu jest szkodliwe czy nie? A jeżeli tak, to w jakim stopniu? Czy mogą je podać w razie totalnej katastrofy z karmieniem piersią czy nie? Jakie są konsekwencje? 

Kiedy moje dziecko miało wiele alergii pokarmowych, to otrzymywaliśmy kolejne leki i kolejne sterydy, które powodowały, że syn po prostu puchł nam w oczach, a jego stan wcale się nie poprawiał, jeśli chodzi o leczenie alergii. Natomiast została mi polecona pediatra – ś.p. Agnieszka Ziembowska - to ona zwróciła naszą uwagę na to, skąd dokładnie i kiedy zaczął się problem i co mogło być tym pierwotnym powodem stanu zdrowia mojego dziecka. 

Po pierwsze dr Ziembowska wyjaśniła mi, że mleko modyfikowane, to tak naprawdę mleko krowie, które przeznaczone jest dla cieląt. Mleko matki jest mlekiem ludzkim przeznaczonym dla noworodków. Prosta sprawa. 

Po drugie. Mleka modyfikowane są dodatkowo słodzone, żeby dzieci chciały je pić i żeby były bardziej kaloryczne. Byłoby to w porządku, gdyby nie to, że one tego cukru dodanego nie powinny mieć, ponieważ mleko i tak już jest słodkie od laktozy – cukru mlecznego. Cukier rafinowany dodawany do mleka modyfikowanego jest czymś, co stanowi pożywkę dla Candida albicans. To jest naturalnie występujący w naszych jelitach grzyb, który w momencie, kiedy jest go za dużo właśnie na skutek nadmiernej podaży cukru, następuje zagrzybienie układu pokarmowego, co z kolei powoduje szereg następstw, które torują drogę do różnych zapaleń, a nawet do zagrzybienia innych części naszego organizmu, np. jamy ustnej czy skóry. 

Prowadzi to do osłabienia odporności, a to z kolei przyczynia się do tego, że dziecko łatwiej zapada na atopowe zapalenie skóry, przez które wtórnie może się rozwinąć u niego grzybica skóry. 

Różne są skutki tego, że podawane jest dziecku mleko modyfikowane. I taki niewinny aspekt, jak dodany cukier, który w ogóle nie jest wyłuskiwany przez lekarzy w poradniach rodzinnych, otwiera tak zwane wrota zakażenia dla różnych chorób w przypadku dzieci karmionych sztucznie. 

Oczywiście, mogę tak powiedzieć tylko dlatego, że nie miałam problemu z karmieniem piersią. To znaczy miałam chwilowy problem, ale wówczas na szczęście ktoś mi powiedział, że są doradcy laktacyjni, z pomocy których skorzystałam, co pomogło mi wytrwać w karmieniu przez wiele kolejnych miesięcy. Niestety, jest niewielu lekarzy, którzy wskazują na związek pomiędzy spożywaniem mleka krowiego (modyfikowanego), które przekłada się właśnie na torowanie drogi do alergii w przypadku dzieci. Ja poznałam dwie lekarki - pediatrę dr Agnieszka Ziembowska oraz dr Danuta Myłek – alergolog i dermatolog, współzałożycielka Komitetu Upowszechnienia Karmienia Piersią. 

 

Aleksandra Karaś: Zgadzam się z tym, co Pani mówi, jednak wiele osób zapewne stwierdzi, że przecież mimo wszystko nie u każdego dziecka karmionego czy dokarmianego mlekiem modyfikowanym pojawi się alergia...

Żaneta Geltz: Tak. Ale należy pamiętać, że w momencie kiedy dziecko spożywa mleko modyfikowane jest pozbawiane wielu różnych składników, które normalnie występują w mleku mamy. Na portalu hipoalergiczni.pl opublikowaliśmy taką listę porównującą skład mleka matki ze składem mleka modyfikowanego (https://hipoalergiczni.pl/mleko-kobiece/). 

Oczywiście rozumiem, że kiedy ktoś ma totalną katastrofę i nie może karmić piersią, to ucieknie się do rozwiązania, jakim jest karmienie sztuczne. Natomiast warto wiedzieć, że jest szereg innych rozwiązań. Ja w momencie kiedy nie mogłam wydać już z siebie więcej mleka, to korzystałam z mleka koziego ekologicznego, a nie z mleka modyfikowanego. Naukowcy mówią, że mleko owcze i mleko kozie są najcenniejsze dla człowieka. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest wielu obrońców mleka krowiego, jako tego, które od dziesięcioleci wspierało karmienie dzieci, zwłaszcza w wielodzietnych rodzinach, ale to było mleko ekologiczne prosto od krowy, które zachowało pełen mikrobom, które jest mlekiem „żywym", nie pozbawionym tych wszystkich cennych składników. Przede wszystkim te krowy jadły trawę, one były żywione w sposób całkowicie naturalny, bez chemii, natomiast to mleko, które jest pozyskiwane z hodowli, gdzie krowy są karmione paszą i nigdy nawet trawy nie widziały, to nie jest to mleko, które kiedyś było obiektem badań i było uznane, jako zdrowe. 

 

Aleksandra Karaś: Moje kolejne pytanie dotyczy alergii u dzieci karmionych piersią, u których wykryto alergię na białko mleka krowiego. Bardzo często słyszę od mam, które wspieram w laktacji, że pediatra po stwierdzeniu alergii na białko mleka krowiego u dziecka zalecił im przejście na hipoalergiczne mleko modyfikowane. Dlaczego tak jest? Czy mleko modyfikowane to lekarstwo na alergię?

Żaneta Geltz: Mam o tym swoje zdanie. Z racji mojego doświadczenia, wiem, jakie budżety stoją za koncernami, które nam sprzedają produkty poprzez sieci handlowe, poprzez apteki i w jaki sposób działa ta cała machina marketingowa. Uczestniczyłam w 500 konferencjach medycznych, podczas których niestety byłam naocznym świadkiem, w jaki sposób firmy, które produkują mleko modyfikowane zachęcają do współpracy lekarzy różnych specjalizacji, bo tu nie chodzi tylko o pediatrów. Widziałam w jaki sposób przekonują oni swoimi badaniami, które rzekomo wykazują, że to mleko jest wskazane dla alergików bardziej niż inne mleka, albo, że mleko modyfikowane marki x jest „pierwszą prawą ręką pediatrów", które wspiera leczenie alergii u dzieci – jest to bardzo sprytnie lokowane narzędzie w ręce lekarzy, jako to remedium na całe zło, jeśli chodzi o pacjentów z alergią, zwłaszcza tych małych. 

Jest to oczywiście praktyka całkowicie nieetyczna, ale ona ma miejsce. Mam na to dowody, mam fotografie, mam uzbierane wszystkie materiały. Często podczas takich konferencji traktowana jestem jako Pani doktor i słyszę całą narrację firm, którą adresują do lekarza. Ja się nie przyznaję, że jestem z mediów, tylko wysłuchuję, więc wiem dokładnie jak wygląda ta sztuka przekonywania lekarzy do współpracy. Oczywiście potem mają miejsce praktyki, które polegają na nagradzaniu tych lekarzy jeśli chodzi o wypisywanie recept, czy zalecanie kobietom karmiącym i tym, które mają problemy z dzieckiem alergicznym „takich, a nie innych marek" mleka modyfikowanego. 

To jest praktyka, która ma miejsce dzień w dzień od dekad nie tylko w Polsce – pisaliśmy o tym w 2018 roku w materiale, który się nazywa „Agresywny marketing producentów mleka modyfikowanego" – był to wywiad z Alice Delemare, która jest historykiem i analitykiem. Alice zrobiła analizę z praktyk producentów i okazuje się, że te praktyki mają miejsce od ponad 150 lat. I ta cała procedura wpajania lęku kobietom, które są jeszcze w ciąży, że mogą nie mieć pokarmu trwa od prawie 2 wieków. Mamy rok 2021, a to zaczęło się w latach 50-tych XIX wieku. To była procedura produkowania lęku, zaplanowane ułatwianie matkom życia, to było podawanie „pomocnej ręki" lekarzom w praktyce medycznej i to wszystko składa się do takiego obrazu, że „jeśli masz problem w karmieniu piersią, to już mamy dla Ciebie rozwiązanie, pamiętaj o tym". 

My oczywiście w rytm tej narracji wpadamy jako mamy i w momencie, gdy mamy problem, z automatu sięgamy oczywiście po znane już rozwiązanie. Nie znamy natomiast takich rozwiązań, jak bank mleka kobiecego, jak znalezienie kobiety, która w sąsiedztwie karmi dziecko i mogłaby się podzielić nadmiarem pokarmu, są przecież różne sposoby. Tak jak wcześniej wspomniałam - ja uciekłam się do rozwiązania, i moje dziecko piło mleko kozie, a mogło też pić owcze ekologiczne.

 

Aleksandra Karaś: Niestety przez praktyki, o których Pani wspomniała do dnia dzisiejszego, istnieje wiele mitów związanych z karmieniem naturalnym: „za mało mleka", „niewartościowy pokarm", „nagły zanik pokarmu", „za chude mleko", itp...

Żaneta Geltz: Tak, jest jeszcze ten element, który często słyszę - zwłaszcza od młodych mam, które urodziły dziecko mając „naście" lat. One nie miały jeszcze przestrzeni na to, żeby pomyśleć o macierzyństwie, a co dopiero dokształcić się przed zajściem w ciążę. One są często przekonane o tym, że mleko, które mają w piersiach, które pije ich dziecko jest niewartościowe, ponieważ nie wygląda tak, jak to mleko sklepowe, z butelki, kremowe mleko krowie... 

I zastanawiam się, czy nie jest priorytetem edukacja, żeby młode kobiety przed zajściem w ciążę były doinformowane na przykład o tym, że mleko kobiece ma bardzo różne odcienie, i że wcale nie musi być gęste i białe - wyglądać jak śmietana, żeby było wartościowe? Że za kolorem i konsystencją w ogóle nie idzie skład! 

Skład jest tak bogaty, że niezależnie od barwy i gęstości, jest najlepszym pokarmem, jaki może wytworzyć matka dla tego indywidualnego dziecka. Zostało udowodnione naukowo, że istnieje pewna więź, o której większość osób nawet nie wie. A mianowicie, dziecko potrafi zamówić u matki pokarm o konkretnym składzie, a matka poprzez węch potrafi wyczuć jego potrzeby i na nie natychmiast zareagować. Właśnie dlatego mamy ochotę trzymać swój nos bardzo blisko głowy dziecka – skanujemy potrzeby fizjologiczne i dietetyczne swojego noworodka i potrafimy dostosować idealną recepturę, nawet o tym nie myśląc. Żadne mleko modyfikowane nie ma takich możliwości.