Data publikacji: 2020-09-26

Czy da się przyzwyczaić dziecko do noszenia?

Nie noś, bo się przyzwyczai! Znasz to? Czy można niemowlę przyzwyczaić do noszenia? Przyjrzyjmy się tej kwestii i spróbujmy odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Kurs Szkoły Rodzenia z Anną Nowak-Dudą
Dołącz do 743 zadowolonych Mam. Pokonaj strach i niewiedzę. Poczuj się pewna i przygotowana. Gwarancja satysfakcji!

Zacznę od tego, czym jest noszenie dzieci. Jest to jeden ze sposobów pielęgnacji niemowlęcia, który polega na tym, że dziecko przebywa w ramionach rodzica lub innej osoby dorosłej. W tej definicji zdaje się, nie ma nic kontrowersyjnego.

Skąd więc przekonanie naszych babć, że niemowlę potrafi wymuszać noszenie na opiekunie?

Myślę, że jest to mit głęboko zakorzeniony w naszym społeczeństwie. Antropologiczno-kulturowo-rodowa wędrówka w poszukiwaniu źródeł tego mitu może być sama w sobie interesująca, ale nie będę się dzisiaj tym zajmować. Dzisiaj wystarczy nam wyjaśnienie, że przyczyną takiego sposobu myślenia, który liczy sobie jakieś 60-70 lat, jest przede wszystkim brak wiedzy z zakresu rozwoju mózgu niemowlęcia. Ten mózg, choć zawiera tyle możliwości i wspaniałości, które stopniowo stają się udziałem małego dziecka, nie skrywa w sobie umiejętności intencjonalnego, złośliwego działania skierowanego przeciw dorosłym, aby osiągnąć jakiś pożądany cel.

Stoi to też w sprzeczności z jedną z podstawowych cech niemowlęcego (i w ogóle ludzkiego) mózgu. Otóż zarówno dziecko, jak i dorosły, potrzebuje innych ludzi, by żyć i się rozwijać. Zazwyczaj tę cechę nazywamy instynktem społecznym, który u dzieci jest bardzo widoczny. Niemowlę łaknie i potrzebuje drugiego człowieka!

W mózgu niemowlęcia znajdują się obszary, które żarzą się na różowo, ilekroć w jego pobliżu znajdzie się inny człowiek: są to neurony lustrzane. Rozwój społeczny dzieci opiera się nie tylko o te struktury. Bierze w nim udział także nerw błędny, oplatający naszą klatkę piersiową i jamę brzuszną. Im silniejszy sygnał nerwu błędnego, tym większa jest nasza umiejętność powrotu do równowagi. I chociaż tę umiejętność zaczynasz sprawdzać i stosować dopiero w dorosłości, to sygnał ten wzmacnia się u ciebie przede wszystkim w dzieciństwie: poprzez fizyczną bliskość z rodzicem, noszenie, tulenie, kołysanie.

Przyjrzyjmy się innym uwarunkowaniom do bycia noszonym, które wykazują niemowlęta. Wynikają one z przynależności ludzkiego niemowlęcia do grupy zwanej noszeniakami. Oznacza to, że noszenie nie jest w przypadku małych dzieci kwestią wyboru. Jest biologiczną predyspozycją naszego gatunku.

Na początku życia noworodki i niemowlęta uważają ciało mamy za najbezpieczniejsze miejsce. To tutaj, w fizycznej bliskości i komforcie zachodzi ich intensywny rozwój. Obecnie, w świetle teorii poliwagalnej, wiemy już, że stres uniemożliwia naukę. A czym innym niż przekraczającym ludzkie możliwości stresem jest pozostawienie dziecka samego w łóżeczku do wypłakania?

Maleńkie dzieci używają także ciała mamy do regulacji temperatury ciała - same bowiem posiadają jeszcze niewyregulowany termostat i nie potrafią same się ogrzać, ani schłodzić.

Ponadto mleko mamy jest niskokaloryczne, więc niemowlęta potrzebują stale przebywać w jej obecności (albo odwrotnie - potrzebują tej bliskości, więc pokarm jest niskokaloryczny, żeby im ją stale zapewniać).

Jednak od pokarmu ważniejsza jest bliskość. Znany eksperyment z małpkami Harlowa polegał na umieszczeniu w klatce z makakami dwóch lalek: jeden mięciutkiej i puchatej, nie dającej jednak pokarmu oraz drugiej, z podajnikiem mleka, ale zimnej i metalowej. Jak myślisz, do której z tych lalek lgnęły i tuliły się małpki? Tak, do tej mięciutkiej. Do zimnej i metalowej pochodziły tylko na karmienie. Ale gdy już napełniły brzuszki, natychmiast szły się tulić!

Niemowlęta wykazują odruchy, które potem stopniowo zanikają wraz z rozwojem, ale początkowo umożliwiają noszenie: odruchy chwytne dłoni i stóp, pozycja żabki (przyjmowana automatycznie, co jest najbardziej widoczne podczas noszenia na biodrze).

Stópki dziecka są skierowane ku sobie, co ułatwia im obejmowanie ciała mamy podczas noszenia na biodrze.

Oprócz tych widocznych gołym okiem przystosowań u niemowlęcia, w toku ewolucji zmieniało się także ciało dorosłego (a konkretnie: matki), aby umożliwić nam wygodne noszenie dziecka.

Najbardziej naturalnym miejscem niemowlęcia na ciele matki jest biodro. Kobiety, w przeciwieństwie do małp, noszą dzieci przede wszystkim z boku ciała, co jest związane z nabywaniem przez nasz gatunek pozycji wyprostowanej i dwunożnego chodu. W związku z tym u kobiet można obserwować wysunięty talerz kości biodrowej (talia). To zdumiewające i piękne, jak przez tysiące lat zmieniał się nie tylko kształt kręgosłupa, ale i miednicy, aby wygodnie usadowić niemowlę! Co ciekawe, to właśnie w pozycji na biodrze niemowlę uzyskuje najbliższy ideałowi kąt odwiedzenia i ugięcia nóżek.

Noszenie na rękach, a nawet - jak w przypadku rodziców na wózkach - trzymanie dziecka na rękach w pozycji siedzącej, jest całkowicie wystarczające dla zapewnienia mu harmonijnego rozwoju.

Jednak człowiek nie byłby sobą, gdyby nie wymyślił i tutaj jakiegoś ułatwiacza. I tak, prawdopodobnie już kilkanaście tysięcy lat temu - na świecie pojawiły się pierwsze nosidła ze skór i trzciny. Antropolożka Sarah Hrdy, która bada ogólnoludzką historię macierzyństwa, stwierdziła nawet, że to właśnie temu wynalazkowi zawdzięczamy ekspansję Homo sapiens na wszystkie kontynenty. Oto bowiem pojawiła się możliwość, aby plemię mogło swobodnie wędrować, nawet z najmłodszymi członkami (do tamtej pory ciąże zdarzały się średnio co 4 lata, co było granicznym wiekiem, w którym dziecko mogło piechotą nadążyć za resztą). Nosidło pozwoliło jednocześnie nieść dziecko i szukać pożywienia. Był to prawdziwy przełom w naszej historii.

Z pewnością noszenie dziecka we współczesnej chuście, czy nosidle umożliwia rodzicom wykonywanie różnych prac przy jednocześnie sprawowanej opiece nad dzieckiem. Krótko mówiąc, ułatwia życie. Jest też dużo wygodniejsze niż noszenie na rękach. Jednak warto pamiętać, że realizujemy potrzebę dziecka do bycia noszonym także wtedy, gdy nie decydujemy się na użycie tych narzędzi, a jedynie tulimy je i nosimy we własnych ramionach.

Dla niego przecież to jest cały świat.

 

O autorce: Marta Szperlich-Kosmala. Konsultantka rodzinna. Pedagożka, filozofka. Autorka książki Noszenie dzieci (Wydawnictwo Natuli). Pomaga mamom odzyskać zachwyt nad macierzyństwem. Tworzy przestrzeń wsparcia Boska Nioska (Facebook). Mieszka z rodziną w stuletnim domu w Górach Świętokrzyskich.